niedziela, 12 czerwca 2011

o nie. już dość mieszkania tu. prędzej pod mostem niż tu.

najchętniej z Tobą, gdziekolwiek, by tylko wynająć, mały pokoik z kuchnią. kochalibysmy się kiedy byśmy chcieli, robilibyśmy co byśmy chcieli, jedli, kiedy tylko...
Kochany mój, zabierz mnie z tego piekła, wykańczam się.
zabierz.

piątek, 3 czerwca 2011

potrzebuje kurwa porozmawiać z kimś, komu nie zjebie humoru to, co powiem.
mam już dość myśli o tobie. o tym, co się stało. im więcej o tym myślę, tym bardziej on cierpi, nie chcę już zadawać cierpienia.

piątek, 27 maja 2011

daję radę. jeszcze 3 razy tyle i będę z siebie dumna.

niedziela, 22 maja 2011

znasz to uczucie, gdy marzenie z dzieciństwa może się wreszcie spełnić? takie malutkie, maluteńkie, ale jednak marzenie, jednak ważne, jednak istotne.

a kojarzysz moze to uczucie, gdy spełnienie tego marzenia jest na wyciągnięcie ręki, ale ktoś urywa Ci tę rękę mówiąc 'NIE'?
bo ja znam.

środa, 18 maja 2011

Chyba Masz rację. chyba nie oczekuję od Niej przyjaźni, zwyczajnie mnie pociąga.

poniedziałek, 2 maja 2011

niech boli Ciebie, jak boli mnie.
odezwij się. 'daj znać, że tam jesteś'.

piątek, 29 kwietnia 2011

chyba wystarczająco bardzo za tobą tęsknię, skoro śnisz mi się po nocach.



[ale za kim tu tęsknić, kiedy nawet nie umiemy szczerze rozmawiać]

wtorek, 26 kwietnia 2011

byłoby fajnie, gdybyś wrócił. ale to oznaczałoby, że mnie kochasz.
nie rezygnuje się z kogoś, gdy się kogoś kocha i nie sprowadza się tej osoby do poziomu gówna. hipokryta.


jak mam wierzyć w siebie, skoro nawet Ty we mnie nie wierzysz.

czwartek, 21 kwietnia 2011

niby chudnę, ale w nic starego się nie mieszczę. super.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

i nagle zostało tylko 5 kg w 6 tygodni.
a może podniose poprzeczkę znów i powiem: 7 kg? może powinnam być ambitna i coś wreszcie ze sobą zrobić.

na 5 kg też trzeba się nastarać. także 5, zobaczymy co wyjdzie w praniu.

niedziela, 17 kwietnia 2011

zbyt często chyba znajduję powodu by z kropki zrobić przecinek.

wtorek, 12 kwietnia 2011

znów opanowują mnie stare, dziwne lęki. znów się boję, nie wiem czego.
boję się chodzić po mieszkaniu, gdy nikogo nie ma.

czwartek, 31 marca 2011

Pakowanie się to już prawie wyjazd. Lubię się pakować, lubię z Tobą wyjeżdżać. z paniką patrzę na okienko 'pogoda Lublin' i płaczę, jak to, ma padać w najcudowniejszy weekend roku?! dlaczego, gdy cały tydzień siedzę w domu, słońce rozpieszcza wszystkich, a gdy już mogę wychylić nosek, to słoneczko ucieka?!

to będą najlepsze urodziny ever. z Tobą przy boku i z Nią! nie wyobrażam sobie spędzać takiego dnia z kimś innym!

poniedziałek, 28 marca 2011

znów zostawiłeś mnie SAMĄ. znów uświadomiłeś mi, że wszystkie poświęcenia, jakie DLA CIEBIE poniosłam były nic a nic nie warte. wszystkie wyrzuty sumienia. wszystkie odepchnięte osoby. wszystkie 'nie przyjdę', zeby spędzić z Tobą wieczór.


nie wracaj, bo nie ręczę za siebie.

sobota, 26 marca 2011

jakież to dziwne, gdy z życia znikają ludzie z własnego wyboru. wcale o tym nie wiedząc. ja zamykam drzwi, mimo, że nadal jesteś we mnie.

środa, 9 marca 2011

dzień w piżamie.

ale: pismo techniczne, składanie kartek, rysunki, porządki, może projekt, może cośtam jeszcze.?
na pewno dużo książek <3.

kocham takie dni w środku tygodnia <3

wtorek, 8 marca 2011

oj.

odcinam sie, choć ciągnie mnie ten temat i ciągnie się za mną. odcinam się po raz MILIONOWY, bo jakoś nawet nie mam o czym z Tobą rozmawiać.
odcinam się, mam nadzieję, już na zawsze. szukaj sobie tej innej, ona cię wysłucha.
jeśli w ogole do kogokolwiek mówisz.


pytanie podstawowe: wytrzymam jeszcze 25 dni? wytrzymałam Ciebie, w ostatnią niedzielę i Twoje durne próby, to 25 dni wytrzymam.

BOŻE, ZA 25 DNI STANĘ SIĘ DZIESTKĄ.
już nigdy nie będę zakochaną w Tobie nastką.. ;>

sobota, 19 lutego 2011

tęsknię za Tobą i skręca mnie, ale najwidoczniej Ty nie, więc chyba odpuszczam.



słowem się nie odezwiesz.

poniedziałek, 14 lutego 2011

jestem zazdrosna.

chyba nie tą Asią powinnam być.
wysłałam siedem esemesów z serduszkami. czyż nie jestem szczęśliwym człowiekiem? a najważniejsze moje serduszko właśnie wróciło ze śniadaniem!
nie mozna ludzi kochać na siłę. jeśli nie chcą naszej miłości, to trzeba dać im spokój.

nie chce dawać spokoju.

piątek, 11 lutego 2011

wciąż interpretuję swoje zachowania. wciąż usprawiedliwiam się przed sobą. mam w głowie tyle wytłumaczeń kłótni między nami, że nawet szkoda je wymieniać.

środa, 9 lutego 2011

M. zwrócił mi uwagę, że za dużo się usprawiedliwiam. 'mam gorączkę, wytłumacz to jeszcze raz'. 'jestem głupia, nie zaliczę tego!'.
nie wolno się usprawiedliwiać. 'stało się' i już. a jeśli się nie stało, to się stanie i mamy nad tym jakieś panowanie. np. mam jeszcze 20 godzin, żeby wykuć Techniki, a one patrzą na mnie jak na idiotkę i mówią 'pojebało Cię. chcesz się nas nauczyć? no weź kurwa, daj spokój.'
a tu chuj, nie dam spokoju.



[zauważyłeś, że pierwsze imię, jakie tu trafiło nie było Twoim imieniem? ich trzeba nazywać, nas nie. Ciebie nie. jesteś Tym, więc po co tutaj Twoje imie?]

poniedziałek, 7 lutego 2011

daj sobie już spokój. niczego nie wrócę. wszystko, co było, trzeba zaakceptować i cieszyć się, że kiedykolwiek się zdarzyło. więc zamknij ryj i ciesz się miłością.

niedziela, 6 lutego 2011

gdybym umiała żyć dalej, gdybym miała własne życie, nie żyłabym twoim.




1:23. kończę ten rozdział, jest dopiero luty. początek lutego, szansa na coś nowego.
czemu myśli przychodzą same? czemu to, co się stało, nie mogło stać się w jakimś innym terminie? czemu konsekwencje tego wszystkiego zaczynają mnie przerastać?

zaczynam rozpamiętywać. jest 1:21, o tej godzinie błagałam Cię, żebyś mnie nie zostawiał, a oni tulili się do siebie ze smutku. a ja nadal to czuje. dotyk skóry. wszystko.



jestem taka żałosna.
oglądam te wszystkie seriale i widzę relacje tych ludzi oparte na kłamstwie. śmierdze patosem, ale nie wyobrażam sobie życia bez szczerości. jestem okrutna, każdego szczegółu.


cały dzień śmierdzi patosem. jestem paskudna.

sobota, 5 lutego 2011

nie pozwole, zeby moje durne, przelotne uczucia cokolwiek w nas zmieniły. nie pozwolę zaprzepaścić tak na prawde całego mojego życia, całej przyszłości, którą mam zamiar z Tobą spędzić. nie moge tego zjebać.

choć chce. jednym ruchem. ale nie zjebac. albo cofnąć czas.
coś się zmieniło. nie wiedziałam, że chwila, zaledwie 30 sekund jest w stanie aż tak zmienić 4 osoby. [wreszcie wiesz, jak się czuła!]. wreszcie wiem, jak się czułeś.

sobota, 29 stycznia 2011

'ja pierdole' przy 'kocham Cię' jest jak (kocham Cię)!. silnia z 'kocham Cię'. to jak silnia z nieskończoności!

tak, dla sprostowania. nam.
uwielbiam Twoją twarz. oczy, gdy się śmieją. usta, gdy jesteś smutny. i to, jak łaskoczesz mnie wąsami, gdy się całujemy. zmarszczki, rzęsy, włosy opadające na czoło. uwielbiam Twoje ciało, uwielbiam ręce, ramiona, dłonie. kark. brzuch, piersi pod którymi chowa się serce.
kocham w Tobie to, że umiesz mnie rozśmieszyć. kiedyś nie umiałeś. uwielbiam, gdy nagle wpadasz na genialny pomysł, który musimy przemyśleć, zmodyfikować a i tak robimy po Twojemu. i to 'mam pomysł, ale Ci się nie spodoba'. nigdy Ci nie powiem, że mi się podoba, coś Ty.

uwielbiam to, że nie zauważam, kiedy wychodzisz i budzisz mnie, gdy wchodzisz. uwielbiam budzić się wtulona w Twoje ramię. uwielbiam budzić się w nocy co chwile, bo ciągniesz mnie za włosy, bo zabrałeś kołdrę, bo wciskasz mnie w ścianę.

cieszy mnie, gdy robimy coś razem, a nagle Ty mówisz, że sam to zrobisz, bo dasz rade. bo chcesz to robić dla mnie. bo, mimo że to MY przemeblowujemy mi pokój, to tak na prawdę Ty masz plan, Ty wiesz co najpierw, Ty wiesz co i gdzie. a ja Ci pomagam.

kocham Cię. ja pierdole.

czwartek, 20 stycznia 2011

nie pozwólmy sobie tym razem. tym razem już nie będzie tak jak kiedyś. SOBIE to obiecuję, bo Tobie zawsze mogę skłamać.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

sama sobie jestem w stanie udowodnić, że można wszystko. jeśli do maja zrzuce 10 kg, to można wszystko.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

już nigdy. obiecuję.