czwartek, 28 stycznia 2010

podobno jestem nieoganięta. tęsknię za tworzeniem. wychodzę na prostą ze zdjęciami, może i nadejdzie czas na pisanie.?

kilka nocy, całych dni z Tobą, wśród małych harcerzyków i dużych harcerzy i ZAPANUJ TU NAD TYM. czasem wydaje mi się, że jestem za bardzo ambitna, że nie podołam.
a potem ktoś mnie kopie w dupę i mówi, że za mało odważnie, za skromnie, za dużo strachu. no, to będę ki,mś ważnym wreszcie. może i zasłużę na krzyż.?

do przepisania milion myśli. do zażycia wiele tabletek. nadchodzi czas leczenia, wypadania włosów, łamania paznokci, zmian hormonalnych, może i kłótni z Tobą. nie chcę ich już.


przytłacza myśl, że moje ciało ma nade mną większą władzę niż ja nad nim. że moje zachowanie jest zależne od ilości jakiegoś gównianego progesteronu w ciele. że kiedyś możemy nie mieć dzieci, że moje marzenia, moje plany, moje myśli. że to wszystko legnie w gruzach ze względu na jakieś chore widzimisię mojego pieprzonego organizmu...



ostatnio Moń:








środa, 27 stycznia 2010

czasem mi się wydaje, że jestem totalnie ciężkim przypadkiem. pisze wiersze na komórce, bo wokoło nie ma kartki, długopisu, myśli.

kotku, ile dni mi dajesz do następnej awantury.?

wtorek, 26 stycznia 2010

najlepiej nie mówić nic i czekać. niech się uspokoi. a jak nie, to hm.
żegnaj.




sobota, 23 stycznia 2010

trochę szkoda tych dni, które minęły, były takie fajne, samotnie, ale fajnie. prowokacje i spojrzenia. trochę szkoda, że się skończyły uczucia, odwzajemnionenieodwzajemnione. nawet szkoda tego szczęścia, które znalazłam. strach, że też przeminie. a jeśli.? już teraz zaczynasz się zachowywać, jakbym nie była Damą Twojego Serca, tylko po prostu Twoją jakąś tam kobietą. przyszła zima. przejdzie, już zaczyna świecić słońce. może i wyrosną kwiaty...


są słowa, których nie zrozumiesz, mimo, że krzyczę, warczę, płaczę. plączę się. zimno mi i na gwałt potrzebuje pieniędzy, oboje potrzebujemy, dla siebie i dla siebie na wzajem. to trochę obezwładnia. ten brak możliwości. ta cholerna chęć ucieczki, brak możliwości, zewsząd ograniczenia.

mam ochotę pofarbować włosy na fioletowo. [jak to było.? miłość jest fjoletowa.?]

jest dobrze, jest dobrze, dobrze, dobrze, dobrze.!

czwartek, 21 stycznia 2010

nienawidzę tego ich bycia idealnymi, tego jak się kochają i tego, jak na siebie patrzą, tego jaki mają do siebie dystans, zdrowy jak cholera. są toksyczni, ale są idealni.

patrzy na nią jak Ty na mnie patrzysz, to lękliwe, że ktoś umie kochać się tak jak my, przecież nasza miłość jest inna niż wszystkie, jest dziwna, krzywa, w dziurki i w paski, jest kolorowa i czarnobiała na raz. jest tak cholernie wyjątkowa.!



boję się cokolwiek powiedzieć, wszystko, to może zostać użyte przeciwko mnie. i mam trochę dość ranienia, już.

środa, 20 stycznia 2010

zakurwiście boli mnie głowa. to powoduje, że wszystko jest złe, za wolne, za szybkie, za głupie, za mądre. wszystko denerwuje. wszystko wkurwia.
ktoś wziął młotek i zaczął wbijać mi gwóźdź prawie w środek głowy. stuk-stuk. zbija się do mózgu i zmienia zachowania. zmienia myśli, uczucia, chęci.

a Bóg, nie ma Boga, są tylko krzyże przy drogach.


na jutro trzeba mieć głowę napełnioną pomysłami, a tu dupa, tylko ból. i nic więcej.
na piątek mieć 3 rysunki PEŁNE bo głupia Asia obiecała panu i co teraz.

wtorek, 19 stycznia 2010

wieczory są szare.
wieczory są wypełnione szarością na wskroś, aż boli, aż zamyka się oczy, żeby nie poślepnąć od tej szarości. wieczory są głodne.

nawet te spędzone na kręglach, bilardach, dyskotekach, klubach, nad piwem i z papierosem. te najbardziej.






muszę tu wysprzątać.










nieznajomy spod ostatniej notki, kim jesteś.?

niedziela, 17 stycznia 2010

więcej abstrakcyjnego myślenia. więcej myślenia o innych. 'w tym wszystkim mnie nie ma'. przepraszam, kochanie, już Ci mówiłam, te jebane 16 miesięcy temu, że JESTEM EGOISTKĄ i dbam TYLKO O SIEBIE. ale już się chyba przyzwyczaiłeś.

słowem się nie odezwę, nie mruknę, nie pisnę, że coś jest nie tak. zgnuśnieję, rozłożę się, umrę w sobie i [mamo, tato, przepraszam za przekleństwa] chuj wam do tego.


-wy mnie na przykład dobrze wychowaliście.
-a i tak się puszczasz.

wtf oO

czwartek, 14 stycznia 2010

trzęsę się. to ostatnio moje ulubione zajęcie.

znów się zagubiłam, znów nie pozwalam Ci nawet na dotyk, krzyczę, płaczę, zachowuję się jak małe autystyczne dziecko. a Ty, jakby nigdy nic, trwasz przy mnie, tak spokojnie i pewnie, że aż chce mi się rzygać.
strzelają mi kości, wszędzie jest taki wielki bałagan, we mnie przede wszystkim. śmiać się z Wami, zawsze, ale zwierzać się.? komukolwiek-o-czymkolwiek.?Jezu, nigdy.

trzęsę się. kwiatki opadły, umarły, już nie są piękne, stoją przy moim łóżku i też się trzęsą. świat zwolnił, zaraz stanie w miejscu, przestaniemy istnieć, umrzemy, zwiędniemy, przestaniemy być piękni. wierzyłam, że to tylko bajki, ale jednak można bać się i nienawidzić miejsc, ludzi, wydarzeń, wspomnień, snów. nawet poduszki. nawet spokoju. nawet ciszy. przede wszystkim ciszy.

środa, 13 stycznia 2010

screaming.

nie mam siły pisać, tworzyć, a mam w sobie taką cholerną potrzebę.!

poniedziałek, 11 stycznia 2010

nie lubię równych godzin. [12:46]

chciałabym mieć jakiś styl, jakiś punkt zaczepienia, co mi się podoba, a co nie. ulegam naporowi kiczu ze wszech stron, nawet z tej najbezpieczniejszej kilka lat temu. czasem wydaje mi się, że to pewien rodzaj autyzmu, to co dzieje się w mojej głowie. czasem bardzo bym tego chciała, miałabym usprawiedliwienie na to wszystko.
czasem marzy mi się skoczyć gdzieś daleko, głęboko w kraj i obraz, w góry i zaniknąć, w kilka osób zaniknąć, leżąc na podłodze i marząc, że to na prawdę się spełni. że ktoś da mi jakąś pewność, że To jest To, że wszystko będzie w porządku, bo tak ma być.
w szpitalu są dziwni ludzie, zimne ściany, piękne widoki z okna nocą. drzewa pukające w okna, skrzypiące łóżka, wiatr i starsze panie. brak dostępu do ludzi. Blu, miałaś racje, świat wydaje się piękniejszy.


Mam Martę i Mieszka, z sylwestra:










czwartek, 7 stycznia 2010

ile dni, nie wiem, ale w niemoim łóżku, z niemoją pościelą, z niemoim widokiem zza okna i z jakimiś paniami, które pierwszy raz na oczy ujrzę. a nie chcę widzieć. mogę nie widzieć.?
tak, mamo, wiem, że to dla mojego dobra. wiem, że to tylko kilka dni. a może wypuszczą mnie już w poniedziałek.?
umieram na ból brzucha. [a tamte białe/zielone ściany Ci pomogą. i panowie w białych fartuszkach też.] brzmi jak psychiatryk, nie.? [ja wole mojego pana w białym fartuszku.! ;(]

ratujecie mi życie, panowie, dzisiejszym Komitetem. znam to, będzie dużo śmiechu, dużo relaksu, a może nawet i lepiej. przepraszam, panowie, nie powinnam się wpraszać. ale bardzo Was potrzebuje i już, o, tup.!

to, co mną trzęsie, to panika.
przeżywam to, jak mrówka okres. do napisania, za kilka dni.






Tym się jaram, ostatnio tonę w akustykach :serduszko:

wtorek, 5 stycznia 2010

dziecko krwawi, dziecko idzie do szpitala.
[Jezu, wreszciee, wreszciee.!]

teraz tylko historię zaliczyć i wolne.*



*a gówno, że wolne, nie wolne, gdzie wolne, nie wolno.! maturra, maturra i zakuwaj, moja panno.!



+



przeżycie CAŁEGO DNIA bez Ciebie okazuje się niemożliwością..
to jest koszmar.
ten sam koszmar przechodziłam jakieś plusminus trzy lata temu. i sobie z tym nie radze.
wtedy sobie poradziłam, przeleciałam przez to jak przez sitko i zostały ze mnie kluchy

teraz mimo Ciebie sobie nie radze.
może właśnie dlatego, że nie chcę Cię ranić, bo trzęsę się cała na myśl o tej starej wiedźmie.!



niech ten koszmar się już skończy.!
[a skończy się, piątek/sobota, szpitalem i reszta mnie jebie]

piątek, 1 stycznia 2010

cały dzień, dzień miał przerwy, parę przerw, gdy śniliśmy razem. cały dzień, od rana, dzień zaczął się po 8.10. cały dzień, łzy. moje i Twoje na przemian. to wykańcza.
jesteś urocza. tak, z tymi zapłakanymi oczami, trzęsącymi się łapami, rozczochrana, nieuczesana, zaspana. w wielkiej koszulce, czarnych spodniach w serduszka za 6 zł. wypłakałam dziurę w brzuchu. zalepimy ją. zalepmy, jestem zmęczona.

dziwnie zaczynam ten rok. w ogóle, on się zaczął.?





wiem, że to czytasz. kocham Cię.